Jest taki zakątek w gminie, w którym czas zatrzymuje się w miejscu. Gdzie można na chwilę zapomnieć o codziennym pośpiechu i wrócić myślami do dzieciństwa - do wakacji spędzanych na wsi, do poranków pachnących trawą i wieczorów, które kończyły się dopiero wtedy, gdy słońce znikało za horyzontem. Właśnie tu, w Krzykowie, między zielonymi wybiegami i spokojem natury, znajduje się Ranczo pod kopytkiem, prowadzone przez Panią Annę Kujawę i jej córkę Martynkę. To świat, w którym królują alpaki, a obok nich żyją konie, kozy, króliki, przepiórki - i gdzie każdy dzień pisze swoją własną historię.
Od urzędu do życia wśród zwierząt
Początki tej historii zaczęły się jednak zupełnie gdzie indziej. W świecie uporządkowanym i przewidywalnym - między pracą a domem, obowiązkami i stabilnością. Anna Kujawa przez lata prowadziła spokojne, ułożone życie. Najpierw pracowała w sądzie, potem … w Urzędzie Gminy Czernica, zajmując się podatkami. Życie toczyło się swoim rytmem. Aż pojawiła się pasja córki.
Marzenie, które zmieniło wszystko
Martynka od zawsze kochała konie. To dla niej Pani Anna zaczęła spędzać coraz więcej czasu w stadninie - najpierw jako towarzyszka, później jako ktoś, kto sam zaczyna dostrzegać w tym świecie coś więcej. Godziny mijały na obserwowaniu treningów, rozmowach i bliskości zwierząt. Marzenie córki było proste - własny koń. Życie jednak napisało dla nich trochę inną historię. Pewnego dnia poznały alpaki i to pierwsze spotkanie zostało w sercu na długo, zamieniając się w ciche, wracające marzenie. Temat alpak co jakiś czas powracał w domu, aż w końcu przyszedł ten moment: mniej rozmów, więcej działania. Poszły za głosem serca - Ranczo otworzyło się dla gości w czerwcu 2025 roku. A dziś, obok wyczekanego konia, spokojnie biega także koń przyjaciółki Martynki - Hani.
Stado z charakterem
A alpaki? One stały się sercem tego miejsca. Pierwsze były początkiem czegoś większego. Dołączyły kolejne, a potem przyszły kozy, króliki i inne zwierzęta. Każde z nich ma swoje imię, swoje przyzwyczajenia i swój charakter. Wśród alpak jest Oreo - ulubieniec gości, którego imię nie wzięło się z przypadku. Są Piernik, Tito, Kostek, Primo i Orso. Każdy inny, każdy wyjątkowy. A wśród kóz? Tu bezapelacyjnie rządzi Kropka. Niewielka, ale z ogromnym temperamentem. To ona stała się bohaterką jednego z filmików opublikowanych przez Ranczo. I to ona - jak żartują właściciele - zamiast spokojnie poddać się alpakoterapii, doprowadziła alpaki do potrzeby… własnej terapii.
Czułe i towarzyskie alpaki
Alpaki, choć spokojne i łagodne, są też bardzo wrażliwe. Nie lubią samotności - zawsze trzymają się razem, przynajmniej w parach. Nawet na spacer nie ruszą bez swojego towarzysza. Czują emocje, reagują na ludzi i potrafią budować relacje.
Może dlatego tak dobrze odnajdują się nie tylko na ranczu, ale też wśród ludzi - podczas lokalnych wydarzeń, takich jak nadolicki Orszak Trzech Króli czy Jarmark Chrząstawski, gdzie przyciągały spojrzenia i wywoływały uśmiechy.
Miejsce spotkań i dobrych emocji
Z czasem Ranczo pod Kopytkiem zaczęło przyciągać także gości. Najpierw pojedynczych, potem całe grupy. Dzieci, które po raz pierwszy mogły pogłaskać alpakę. Rodziny szukające chwili spokoju. A także osoby, dla których kontakt ze zwierzętami ma szczególne znaczenie - z uwagi na walory terapeutyczne. I tu historia znów zatoczyła koło. Anna Kujawa, choć ukończyła pedagogikę specjalną, przez lata nie pracowała w zawodzie. Dopiero ranczo sprawiło, że wróciła do tych kompetencji. Ukończyła kurs alpakoterapii i dziś wykorzystuje swoją wiedzę w pracy z dziećmi i dorosłymi, także z niepełnosprawnościami. Niedawno ranczo odwiedzili podopieczni Gwardii Gryfa. Takie spotkania pokazują, że to miejsce ma w sobie coś więcej niż tylko urok - ma głębszy sens, mierzony uśmiechem dzieci i dorosłych. Poza kojącym spokojem, na Ranczu są też inne momenty - głośniejsze, pełne śmiechu. Urodziny dzieci, spotkania rodzinne, wizyty przedszkolaków, integracje firmowe. Można tu rozpalić ognisko, nakarmić zwierzęta lub pójść na spacer z alpakami. Ranczo żyje razem z ludźmi, którzy tu przyjeżdżają.
Sąsiedzka życzliwość
I co ciekawe - Ranczo żyje też w zgodzie z … sąsiadami. Bo choć mogłoby się wydawać, że obecność zwierząt bywa uciążliwa, tutaj jest odwrotnie. Mieszkańcy okolicy przyzwyczaili się do alpak i … dbają o ich komfort. Gdy widzą je na spacerze, zabierają swoje psy, wiedząc, że alpaki mogą się ich bać. To drobny gest, ale mówi wiele o tej lokalnej wspólnocie.
Codzienność pisana pasją
Każdy dzień na ranczu zaczyna się wcześnie. Pani Anna wraz z Martynką przyjeżdżają tu z Gajkowa o poranku i zostają aż do wieczora. Karmienie, opieka nad zwierzętami, spotkania z gośćmi - dzień mija szybko, ale w rytmie, który trudno znaleźć gdzie indziej.
W rytmie kopyt i serca
I może właśnie na tym polega magia tego miejsca. Na tym, że nie trzeba tu niczego udawać. Że można po prostu być - blisko natury, zwierząt i ludzi. Bo Ranczo Pod Kopytkiem to nie tylko przestrzeń na mapie gminy. To opowieść o odwadze do zmiany, o pasji, która potrafi odmienić życie i o tym, że czasem najpiękniejsze rzeczy zaczynają się od jednego, z pozoru nieoczywistego pomysłu. A potem… toczą się już własnym rytmem. W rytmie kopyt, miękkiego runa alpak i serc ludzi, którzy znaleźli tu swoje miejsce i pasję, którą z radością dzielą się z innymi.


















